Narzędzia

Prawdziwe oblicze ryzyka

Dziś po raz kolejny zagłębimy się w statystyczne odmęty tradingu. Na swoim blogu wielokrotnie wspominałem o tym, jak istotne jest prowadzenie dziennika. Zwracałem uwagę, na poszczególne elementy, które powinny się w nim zadomowić. Szczegółowy opis poszczególnych transakcji to jedno. Wnioski jakie wyciągniemy na ich podstawie to drugie. Pytanie zatem brzmi: co należy robić, aby jak najlepiej wykorzystywać pracę, którą wkładamy w prowadzenie naszego dziennika? Na czym opierać nasze wnioski? W jaki sposób wykorzystać gromadzone statystyki do poprawy wyników? Czym są MAE oraz MFE? Na te pytania starał się będę odpowiedzieć w dzisiejszym wpisie.

Podstawowa rola dziennika tradera

Jednym z podstawowych zadań, jakie musimy postawić przed naszym dziennikiem, to identyfikowanie popełnianych błędów. Na pierwszy rzut oka zadanie to wydaje się być dziecinnie proste. Każdy bowiem jest w stanie wskazać błędy, które popełnił w trakcie prowadzenia pozycji. Jednymi z najbardziej popularnych są bez wątpienia:

  • przetrzymywanie stratnych pozycji (w tym przesuwanie stop lossa);
  • zamykanie pozycji na BE, po tym jak stratna pozycja zacznie zawracać;
  • zbyt wczesna realizacja zysków;
  • dokładanie do stratnych pozycji (uśrednianie ceny w górę/dół w zależności od pozycji);
  • podejmowanie zbyt dużego ryzyka;
  • życzeniowe podejście do wyznaczanie poziomu take profit;
  • zostawianie pieniędzy na stole – czyli sytuacja, w której pozwalamy cenie zawrócić gdy pozycja przynosi zysk;

Problem w tym, że bardzo często będą to subiektywne opinie. Czego dobrym przykładem jest tak ochoczo wykorzystywany współczynnik R:R (risk to reward ratio). Bardzo często możemy się bowiem spotkać z opinią, że dobierając odpowiednie R:R możemy zarabiać nawet przy niskiej skuteczności naszej strategii. Według mnie, najlepsze rezultaty osiągamy wówczas gdy staramy się patrzeć na rynek całkowicie obiektywnie. Reagować na to co widzimy w danym momencie, a nie zajmować pozycje zgodnie z tym, co chcielibyśmy zobaczyć. Pytanie zatem brzmi: jak zatem podejść do dzisiejszego tematu, tak aby wyeliminować pierwiastek subiektywności? Tutaj z pomocą przyjdą nam wspomniane wyżej wskaźniki: MAE oraz MFE.

Czym są MAE oraz MFE?

Wskaźniki MAE oraz MFE pokazują nam to, jak zachowywała się cena w trakcie prowadzenia pozycji. Podchodząc do tematu od strony czysto teoretycznej:

  • MAE – czyli Maximum Adverse Excursion – określa nam maksymalny poziom straty w trakcie prowadzenie pozycji. Innymi słowy, jak nisko zeszła cena w przypadku pozycji długiej, oraz jak wysoko zaszła dla pozycji krótkiej;
  • MFE – czyli Maximum Favorable Excursion – analogicznie, wskaźnik ten określa maksymalny poziom zysku dla danej transakcji. Najwyższy poziom ceny dla longów, oraz najniższy dla shortów.

Tak na prawdę, wystarczy rzucić okiem na powyższe wskaźniki dla danej pozycji, aby określić jak dobrą pozycję udało nam się rozegrać. Niski MAE przy wysokim MFE świadczy bowiem o trafnej decyzji o zajęciu pozycji. Dodatkowo, możemy w prosty sposób wyliczyć współczynnik MAE:MFE dla każdej z naszych pozycji. Ma on bez wątpienia dużo większą wagę statystyczną, niż życzeniowy R:R, który de facto mierzy tę samą wartość, czyli podejmowane ryzyko dla naszych transakcji.

Praktycznie zastosowanie wskaźnika MAE:MFE

Opieranie się tylko i wyłącznie na skuteczności wejść w połączeniu z R:R, do wyliczenia zyskowności naszej strategii może prowadzić do błędnych wniosków. Zawsze bowiem możemy dobrać taki poziom R:R, który sprawi, że nawet przy niskiej skuteczności powinniśmy wychodzić na plus. Pytanie brzmi jednak, na ile prawdopodobne jest złapanie naszej nagrody? Dodatkowo, na ile jesteśmy zdyscyplinowani, aby trzymać się wyznaczonego na początku poziomu ryzyka?

Tutaj z pomocą przychodzi nam współczynnik MAE:MFE, który na chłodno pozwoli określić zyskowność naszej strategii. To, co według mnie jest tutaj najistotniejsze, to budowanie tego wskaźnika w oparciu o ticki (pipsy), a nie wartości, nazwijmy to, pieniężne. Zazwyczaj przeszukując internet w poszukiwaniu informacji na temat MAE oraz MFE, trafiamy na metody ich wyznaczania bazujące na tej drugiej wartości. Co w mojej opinii jest błędne. Dlaczego? Otóż nie zawsze będziemy zajmowali pozycje tej samej wielkości. Z różnych względów. Dlatego też, aby jak najlepiej odzwierciedlić wyniki osiągane przez daną strategię, lepiej będzie skupić się na samej fluktuacji ceny.

Przy założeniu zyskowności na poziomie 40%, współczynnik MAE:MFE powinien osiągać wartości wyższe niż 1,5 (nie uwzględniając prowizji). Jak zatem widzimy, stosunek dwóch prostych wskaźników, pozwoli nam błyskawicznie (a co ważniejsze obiektywnie) określić zasadność stosowania danej strategii. Oczywiście jest to tylko jedna z możliwości wykorzystywania MAE oraz MFE w codziennym handlu. Jak to często bowiem bywa, im głębiej drążymy dany temat, tym ciekawsze wnioski trafiamy na naszej drodze. Nie inaczej jest w przypadku omawianych dzisiaj współczynników.

Eliminacja błędów za pomocą MAE oraz MFE

W jednym z pierwszych akapitów dzisiejszego wpisu, wspomniałem o podstawowej roli, jaką pełni dziennik tradera – identyfikowanie błędów. Współczynniki MAE oraz MFE pozwolą nam w prosty i obiektywny sposób wskazać kluczowe elementy, które wymagają naszej interwencji. W jaki sposób? Przyjrzyjmy się kilku z wymienionych wyżej błędów.

Przetrzymywanie stratnych pozycji i zamykanie ich na BE

Tutaj sprawa jest dziecinnie prosta. Wystarczy rzucić okiem na dwa czynniki. Po pierwsze, wynik z danej pozycji. Po drugie, wskaźnik MAE. Nie trudno się domyślić, że wyniki oscylujące w okolicach zera, przy jednoczesnym wysokim MAE świadczyć będą o przetrzymywaniu stratnych pozycji i zamykaniu ich na BE w obawie przed ponownym cofnięciem. Co więcej, analiza tych dwóch odczytów, pozwoli nam określić (w pewnym stopniu), czy trzymamy się wyznaczanych zleceń obronnych. Jeżeli MAE pokrywa się z ostatecznym wynikiem dla danej pozycji, może to oznaczać zamknięcie pozycji na wyznaczonym wcześniej poziomie SL.

Dodatkową rzeczą, na którą chciałbym tutaj zwrócić uwagę, to odczyty MAE dla pozycji zyskownych. Im niższa wartość MAE, tym trafniejsza decyzja o zajęciu pozycji. Transakcje o niskim MAE (oscylującym w okolicach zera) oraz wysokim rezultacie, mogą posłużyć jako baza do szlifowania naszych strategii. To właśnie w oparciu o te pozycje, powinniśmy otrzymać najwięcej wskazówek odnośnie tego, jak wygląda idealny set up dla naszej strategii.

Podejmowanie zbyt dużego ryzyka oraz przesuwanie stop lossa

W tym wypadku również warto jest wziąć pod lupę wartości MAE dla każdej pozycji. Oczywistym jest fakt, że zbyt wysoka wartość MAE świadczyć będzie o nadmiernym ryzyku. Jednak to co istotne, to spojrzenie na ten wskaźnik z perspektywy konkretnej strategii. Zazwyczaj, każda z naszych strategii powinna mieć z góry określony poziom ryzyka – lub też jego przedział. Nagminne przekraczanie poziomu ryzyka wynikającego ze stosowanej strategii świadczy o problemie z akceptacja straty, czego efektem jest przesuwanie zlecenia obronnego danej pozycji.

Zostawianie pieniędzy na stole

Tutaj również wystarczy porównać dwa czynniki: wynik danej pozycji oraz MFE. Wysoki odczyt tego drugiego, przy niskim (lub nawet ujemnym) rezultacie, świadczy o tym, że nie potrafimy realizować zysków w odpowiednim momencie. Idealna sytuacja dla pozycji stratnych ma miejsce wówczas, gdy MFE oscyluje w okolicach zera. Mam wówczas pewność, że nie pozwoliliśmy na zaksięgowanie straty na pozycjach, które mogły być zamknięte z zyskiem. Dodatkowo, w oparciu o te dwa czynniki, możemy w prosty sposób określić, czy nie podchodzimy do wyznaczania teoretycznego R:R w sposób życzeniowy. Czego skutkiem jest błędne wyznaczanie pozycji take profit. Na plus można tutaj zaliczyć fakt, że potrafimy siedzieć z rękami pod d… w sytuacji, gdy cena zmierza w naszym kierunku.

Alternatywne podejście do MAE i MFE

Jak już zdążyłem wcześniej wspomnieć, wykorzystywanie wskaźników MAE i MFE jest znacznie efektywniejsze gdy opieramy się na tickach/pipsach. Jednakże tutaj też mogą pojawić się pewne problemy w porównywaniu poszczególnych wyników. Jak dobrze wiemy, każdy instrument posiada swoje cechy charakterystyczne. Jak chociażby poziom zmienności czy wartość jednego ticka (pipsa). Wówczas ciężko jest porównywać wyniki poszczególnych strategii w oparciu o różne instrumenty. Nie tak dawno natrafiłem na ciekawą alternatywę dla prowadzenia statystyk wskaźników MAE oraz MFE – wprowadzenie współczynnika R określającego poziom ryzyka. Czym zatem jest R-ratio?

Podejście to wymagać będzie od nas wyznaczania stop lossa dla każdej transakcji. Oczywiście, najlepiej będzie tutaj zastosować podejście tickowe. Aby otrzymać MAE oraz MFE skorygowane o współczynnik R, wystarczy podzielić odczyty tych dwóch wskaźników przez poziom ryzyka danej pozycji. Dla przykładu:

Załóżmy, że nasz stop loss dla długiej pozycji ustawiony był 3 ticki poniżej ceny wejścia. Po zamknięciu pozycji widzimy, że MAE wynosiło 2, natomiast MFE 7. W takim wypadku, skorygowane wskaźniki MAE oraz MFE wynoszą odpowiednio 0,67R oraz 2,33R.

Praktyczne zastosowanie R-ratio

Takie podejście to tematu pozwoli nam jeszcze bardziej zwiększyć efektywność naszych obserwacji. Stosując skorygowany wskaźnik MAE bardzo szybko będziemy mogli stwierdzić, czy borykamy się z problemem przesuwania pozycji obronnych. Średni odczyt dla tego wskaźnika przekraczający poziom 1,1R (zostawiamy bufor bezpieczeństwa na poślizgi w realizacji SLa), świadczy po nietrzymaniu się założeń strategii w kwestii wyznaczonego poziomu ryzyka. Z kolei odczyt znacznie poniżej 1R, świadczyć może o tym, że prawdopodobnie ustawianie ciaśniejszych stop lossów, wpłynie pozytywnie na osiągane przez nas wyniki.

Patrząc na praktyczną stronę skorygowanego MFE, już na pierwszy rzut oka widać jedno z możliwych zastosowań. Chodzi tutaj oczywiście o sytuacje, w których zostawiamy pieniądze na stole. Posługując się przykładem, załóżmy, że średni odczyt skorygowanego MFE wynosi 2,5R. Patrząc z kolei na średni poziom zysku (co istotne, również skorygowany o współczynnik R), widzimy, że kształtuje się on na poziomie 1,7R. W takim wypadku przesunięcie zlecenia take profit do poziomu 2R może pozytywnie wpłynąć na osiągane przez nas wyniki.

Skorygowany odczyt MFE pomoże nam również przy analizie stratnych pozycji. Jeżeli bowiem wartość tego wskaźnika przekraczać będzie 1R, świadczyć będzie to o tym, że część z naszych stratnych pozycji wcale nie musiała zakończyć się na minusie. Warto zatem przeanalizować te pozycje w poszukiwaniu wskazówek sugerujących wcześniejsze ich zamknięcie.

Podsumowanie

Jak zatem widzimy, dwa proste wskaźniki otwierają przed nami szereg możliwości. To właśnie z ich pomocą będziemy w stanie czynić systematyczne postępy. Wydaje mi się, że każdy zgodzi się ze mną co do tego, że dużo bardziej miarodajnym współczynnikiem jest MAE:MFE, niż mocno życzeniowy R:R. Stosunek tych dwóch wskaźników pozwoli nam w prosty sposób określić podejmowane ryzyko. Co ważniejsze, nie będzie to czysto teoretyczne gdybania, a suche fakty poparte solidną porcją obiektywnych danych. Pamiętajmy, że obiektywne podejście do tradingu potrafi czynić cuda. Wertując różnego rodzaju książki związane z tradingiem, niejednokrotnie natkniemy się na podobne stwierdzenie. Prowadzenie dziennika ma na celu zbierania odpowiednich danych, które mają nam posłużyć do eliminacji poszczególnych błędów, dzięki czemu będziemy w stanie ciągle się rozwijać. Warto jest zatem zadbać o to, aby dane te były w jak największym stopniu obiektywne.

Ostatnią rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to odpowiednia liczba transakcji, która stanowić będzie bazę do wyliczania powyższych statystyk. Opieranie swoich wniosków na kilku pozycjach mija się z celem. Warto zatem zadbać o to, aby wykorzystywana próba zawierała jak największą liczbę przeprowadzonych trade’ów. Absolutnym minimum dla danej strategii są okolice 25/30 zagrań.

5 thoughts on “Prawdziwe oblicze ryzyka

    1. Dziennik to podstawa. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy możemy skorzystać z różnych narzędzi ułatwiających jego prowadzenie. Dzięki czemu many dostęp do dokładniejszych i bardziej szczegółowych danych 🙂

  1. „Załóżmy, że nasz stop loss dla długiej pozycji ustawiony był 3 ticki poniżej ceny wejścia.” sorry, ale nawet większość czytelników tego bloga podejrzewam, że nie spekuluje na takich interwałach czasowych. 3 ticki to są przecież sekundy, gra na taśmie raczej nie jest naturalnym środowiskiem dla przeciętnego polskiego indywidualnego uczestnika rynku. nasze podwórko jest zdominowane przez niedouczonych gości spekulujących na indeksowych CFD i FX, którzy są w stanie przelewarować się byleby mieć cień szansy na zarobienie miliardów złotówek w tydzień.

    1. To był tylko przykład. To czy są to 3, 4, 5 czy 20 ticków nie ma tutaj znaczenia. Ważne jest to, aby zawsze wyznaczać poziom ryzyka, żeby można go było wykorzystać min. do wyliczenia skorygowanych wartości MAE i MFE.

      Poza tym, na niektórych instrumentach 3 ticki to szeroki stop 😉

    2. @endrju, nic dziwnego jak ciągle promowane jest zarabianie tysięcy procent , jakieś chore runy i w ogole… Te runy to jest taki kicz ze masakra, to tylko ma na celu nakrecanie ludzi do agresywnego tradingu i zostawiania kasy u brokera, kto ma troche rozumu to widzial to od razu… Prawie nikt nie promuje ochrony kapitału i długoterminowej inwestycji małymi kroczkami, ostatnio w tym temacie działa fajnie Jacek Lempart i robi w to bardzo profesjonalny sposób. Z tego się cieszę.

Leave a Reply