Opinie

Nie taki skalping straszny

Jakiś czas temu natknąłem się na ciekawy artykuł, zamieszczony na blogu Forexcity. Traktował on o różnych interwałach czasowych, przedstawiając ich wady i zalety. Wydawać by się mogło, że z powyższego wpisu płynął jasny przekaz: wybór odpowiedniego TFu to kwestia indywidualna. Można było co prawda wyczuć lekki sentyment do niskich interwałów czasowych, jednakże autor nie zdecydował się na to, aby jednoznacznie opowiedzieć się za tymi TFami. Szkoda. W moim odczuciu bowiem, niskie interwały czasowe są idealnym startem dla każdego początkującego tradera. W dzisiejszym wpisie starał się będę przedstawić mój punkt widzenia na ten aspekt i przekonać Was do porzucenia wysokich time frame’ów. Przynajmniej w początkowej fazie nauki, gdy stawiamy pierwsze kroki w świecie tradingu. Nie taki bowiem skalping straszny, jakby się mogło wydawać.

„Bo na niskich interwałach jest za dużo szumu”

W pierwszej kolejności chciałbym się zmierzyć, z kilkoma popularnymi zarzutami, z którymi zmagać się musi każdy skalper. Wydaje mi się, że każdy z nas choć raz trafił na zdanie z powyższego nagłówka. W mojej opinii jest to jeden z bardziej irracjonalnych zarzutów. Bardzo możliwe, że bierze on się z braku podstawowej wiedzy na temat rynków. Każdy bowiem, kto zdaje sobie sprawę z faktu, że za każdym ruchem stoi (większy bądź mniejszy) kapitał, wie, że nie ma czegoś takiego jak „szum na niskich interwałach”. Owszem, za niektórymi ruchami stać mogą mniejsze obroty. Jednakże to właśnie dzięki analizie niskich interwałów, w prosty sposób możemy stwierdzić, jaka liczba kontraktów spowodowała dany ruch. Dzięki czemu jesteśmy w stanie obiektywnie stwierdzić, czy jest to tylko „zwykły szum”, czy może początek większego ruchu. Analizując wyższe interwały, możemy przegapić tę zmianę w rynkowym nastawieniu. Może mieć ona bowiem miejsce w samym środku niczego (z perspektywy wykresów świecowych).

Podsumowując, to w jaki sposób „wyszumi” się cena na niższy interwałach, ma niebagatelny wpływ na to, co zaobserwujemy ostatecznie na „de jedynkach”.

Chciałbym tutaj nadmienić, że pisząc o wyższych interwałach czasowych, mam na myśli wykresy świecowe zaczynające się od H4 czy D1. Jest to pewnego rodzaju skrót myślowy. Każdy kto śledzi wpisy pojawiające się na blogu wie, że sam korzystam na co dzień z wykresów dających wgląda na ogólny kontekst na danym walorze. Pisałem o tym w jednym z poprzednich postów, w którym omawiałem istotę wykorzystywania trzech interwałów.

„Handlując na wysokich interwałach, nie muszę siedzieć cały dzień przed monitorem”

Następnym ciekawym kontrargumentem, jest kwestia czasu potrzebnego na przeprowadzenie analizy i zajęcie pozycji. Kolejna rzecz, której nie jestem w stanie w 100% pojąć. Nie ma czegoś takiego jak droga na skróty. Jeżeli poświęcamy małą ilość czasu na analizę poszczególnych walorów, możemy oczekiwać wprost proporcjonalnych efektów. Oczywiście, rozumiem tutaj argument, mówiący o tym, że na wyższych interwałach, rzadziej dochodzi do istotnych zmian. Jeżeli raz przysiądziemy do porządnej analizy, wówczas możemy tylko wyczekiwać na sygnał płynący z naszej strategii. Owszem, ma to sens. Zapominamy jednak o jednej podstawowej rzeczy. W każdej chwili na rynku może dojść do znaczącej zmiany w ogólnym kontekście. Wówczas może dojść do sytuacji, gdy cały nasz czas poświęcony poprzedniej analizie będzie czasem zmarnowanym. Na nowo będziemy musieli usiąść do analizy, nie zajmując w międzyczasie żadnej pozycji.

Rozgrywanie wysokich interwałów w oparciu o sam wykres, bez uwzględnienia podłoża fundamentalnego, jest proszeniem się o straty. Dlatego też, czas jaki potrzebujemy na skuteczny handel na wysokich i niskich time frame’ach, jest w dużej mierze zbieżny. Nikt przecież nie zmusza nas do siedzenia 24 godziny na dobę przed monitorem. Skalpując, możemy poświęcać na handel tyle czasu, ile jesteśmy w stanie wygospodarować danego dnia. Co więcej, odpowiednia analiza tła (sytuacji fundamentalnej, kontekstu na wyższych interwałach) w połączeniu z handlem na niskich TFach, sprawia, że dużo szybciej jesteśmy w stanie zareagować na pojawiające się wskazówki sugerujące zmiany w ogólnym kontekście. No chyba, że w dalszym ciągu z uporem maniaka mówili będziemy o mitycznym szumie.

Są to chyba dwa podstawowe zarzuty, jakie stawia się traderom handlującym na niskich interwałach. Przyznam się szczerze, że aktualnie do głowy nie przychodzi mi nic więcej. Jeżeli jednak jest wśród Was ktoś, kto byłby w stanie wskazać kolejne wady, chętnie rozwinę ten temat w komentarzach pod wpisem.

Skalping i jego zalety

Przechodząc płynnie do zalet, jakie niesie ze sobą handel na niskich interwałach. Szczególnie z perspektywy początkujących osób. To przede wszystkim powinniśmy brać tutaj pod uwagę wymogi depozytowe jakie są stawiane dla osób handlujących intraday. Temat ten poruszyłem w pewnym stopniu we wpisie, który pojawił się na blogu na początku roku. Mówiąc w skrócie. Handlując intraday (nie utrzymując pozycji przez noc), musimy spełnić znacznie niższe wymogi depozytowe. Co dla osób stawiających pierwsze kroki (mających mniejszy kapitał), jest nie lada ułatwieniem. Oczywiście jest to miecz obusieczny. Za niższymi wymogami, stoi bowiem większy lewar, który nierzadko jest przyczyną zerowania rachunków. Nie zmienia to jednak faktu, że handlując intraday, jesteśmy w stanie znacznie efektywniej wykorzystywać posiadanych przez nas depozyt.

Obiektywna ocena stosowanych strategii

Kolejną z istotnych zalet, jest liczba pojawiających się okazji. Siłą rzeczy handlując na wyższych interwałach, zajmowali będziemy mniejszą liczbę pozycji. Co poniekąd chwalą sobie osoby korzystające z tych TFów. Problem polega jednak na tym, że w takim wypadku, wydłużamy okres niezbędny do tego, aby w pełni przetestować daną strategię. Fakt, że dana strategia na początku przynosić będzie zyski, wcale nie świadczy o tym, że uda nam się je utrzymać w dłuższym terminie. Do tego, aby można to było OBIEKTYWNIE stwierdzić, niezbędna jest odpowiednia liczba przeprowadzonych transakcji. Jak zatem widzimy, istnieje duże ryzyko, że praca jaką włożymy w rozwój danej strategii, może okazać się czasem całkowicie zmarnowanym. Wówczas często stajemy przed trudną decyzją: kontynuować naszą przygodę z tradingiem zaczynając wszystko od zera, czy podziękować i zapomnieć?

Handlując na niskich interwałach, bardzo szybko jesteśmy w stanie wyłapać potencjalne błędy oraz określić zyskowność strategii w oparciu o miarodajną bazę przeprowadzonych transakcji. Bazowanie na danych historycznych nie jest do końca efektywne. Zawsze musimy przeprowadzić odpowiednią liczbę transakcji na „żywym rynku”, aby móc z czystym sumieniem zaliczyć daną strategię do zyskownych w długim terminie.

Co więcej, nawet korzystając w handlu z samych wykresów świecowych, wspieranych dodatkowo różnej maści wskaźnikami (czego nie polecam), dużo łatwiej nam będzie wyłapać poszczególne schematy na niższych interwałach. Może nie tyle łatwiej, co szybciej dojdziemy do wprawy na tej płaszczyźnie. Z prostego powodu – większa liczba pojawiających się okazji. Spec od analizy technicznej ze mnie żaden, jednak w kwestii czystego price action, czy też podstawowych założeń analizy wykresów świecowych, kwestią podrzędną wydaje się być wykorzystywany time frame. Nie istnieje chyba osoba, która byłaby w stanie rzutem oka stwierdzić, z jakim interwałem mamy do czynienia na danym wykresie. Zatem patterny pojawiające się na niskich interwałach, będzie można również wykorzystywać na tych wyższych.

Zrozumieć jak funkcjonuje rynek

Wszystko to, o czym napisałem do tej pory, to tylko mniej znaczące plusy. Prawdziwe zalety ukryte są pod płaszczyzną wykresów świecowych. Skalping w oparciu o arkusz zleceń oraz taśmę, daje nam bowiem najlepsze rezultaty. Szczególnie na na samym początku naszej kariery tradera. To właśnie w oparciu o karnet będziemy w stanie zauważyć to, jaki wpływ na ruch ceny na danym walorze ma odpowiedni kapitał. Będziemy w stanie określić, jaki wpływ na cenę będzie miało zlecenie na 10, 100 czy 1000 kontraktów. Z łatwością wyłapiemy pojawiające się icebergi, które mogą być oznaką akumulacji pozycji przez jedną ze stron. To w jaki sposób wykorzystać możną tę jedna informację, wystarczyłoby na napisanie oddzielnego wpisu. Obserwując sytuację w arkusz, będziemy w stanie w sposób obiektywny określić szanse na to, że poziom wyznaczony w oparciu o wyższe interwały będzie faktycznie broniony.

Wszystko to, jak i wiele innych czynników, na które starałem się zwracać uwagę publikując kolejne wpisy z cyklu Jak zostać traderem, umożliwia nam analiza arkusza zleceń oraz taśmy. Czyli tak na prawdę, skalping na interwałach niższych niże te „świecowe”. Wydaje mi się, że całkowicie zbędne jest tutaj poruszanie aspektu liczby przeprowadzonych transakcji w ciągu jednego dnia. Pamiętajmy bowiem, że im więcej zajętych pozycji (z głową, zgodnych ze strategią), tym większa baza do analizy i wyciągania wniosków. Dużo łatwiej, a co ważniejsze szybciej, będzie nam wyłapać popełniane błędy. Dzięki czemu drzwi do zrozumienia tego, w jaki sposób funkcjonują rynki, staną przed nami otworem.

Skalping – podsumowanie

Mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem udało mi się rzucić nieco inne światło na to, czym tak na prawdę jest skalping. Wiele osób kojarzy ten rodzaj handlu wieloma godzinami spędzonymi przed monitorem. Handlem w oparciu o szum informacyjny. Zapominając przy tym o fundamentach, na których zbudowane są rynki. Pomijam tutaj już fakt, że to tak na prawdę od nas zleży to, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić na trading. Paradoksalnie, ograniczony czas wolny, który możemy poświęcić na naukę tego rzemiosła, powinien nas w naturalny sposób popychać w kierunku niskich interwałów. W ten sposób jesteśmy w stanie uczyć się na własnych pozycjach. Na własnych błędach i niepowodzeniach. Wyciągać wnioski w oparciu o osobiste sukcesy. Szlifować własne strategie. Opowieści o większym komforcie przy „handlu po de jedynkach”. O tradingu w oparciu o aplikację na telefon. Możemy z czystym sumieniem odłożyć na półkę. Szczególnie na początku naszej przygody z handlem.

Osobiście polecam całkowicie odejść od wykresów świecowych. Przynajmniej na początku. Pozwoli nam to w pełni skupić się na tym co istotne – przepływie kapitału. To właśnie obserwacja arkusza oraz taśmy sprawi, że zdobędziemy fundamentalną wiedzę na temat funkcjonowania rynków. Odłóżmy zatem na bok stereotypy. Skupmy się na tym co istotne. Bardzo szybko okaże się wówczas, że nie taki skalping straszny, jak go malują 😉

9 thoughts on “Nie taki skalping straszny

  1. Dobrze to opisałeś, niemniej jednak arkusz zlecen (w mt4/mt5, bo tych platform zdecydowana większość używa) to wskaźnik jest znany jako Time & Sales Tape oraz DOM) Może jakbyś to opisał na przykładach tych dwóch wskaźników, przybliżył byś ludziom jak to wyglada, bo rozumiem ze nawiązywałeś dość sporo do narzędzi z futures?;)

    1. Dzięki za komentarz 🙂

      Time & Sales to nic innego jak taśma, natomiast DOM (depth of market) to arkusz zleceń. Na blogu można znaleźć kilka wpisów na ten temat. Pierwszy wprowadzający niejako w to, co dzieje się pod płaszczykiem wykresów świecowych: http://www.eminitrader.pl/2017/morze-cyfr-na-horyzoncie/ Dwa kolejne traktują o podstawach taśmy (http://www.eminitrader.pl/2017/poczytaj-mi-mamo-tasme/) oraz arkusza zleceń (http://www.eminitrader.pl/2017/co-w-arkuszu-piszczy/). Z tym, że ten drugi temat jest dużo bardziej rozbudowany i tak na prawdę poświęcony jest mu niemalże cały cykl: Jak zostać traderem.

      Zgadza się, są to głównie narzędzia wykorzystywane na rynku regulowanym. Ciężko byłoby mi o konkretne przykłady z MT4/MT5, więc mam nadzieję, że powyższe linki rzucą trochę więcej światła na ten temat. Jednak, jeżeli myślisz, że warto byłoby podejść do tego tematu jeszcze raz (np. w formie nagrania), to oczywiście rozważę taką opcję. Pytanie jednak, jak do tego podejść, aby było to w pełni zrozumiałe dla osób handlujących na co dzień na CFD?

      1. osoby na co dzień handlujące na CFD zadaje się, że żyją w świecie iluzji i trudno będzie im to wytłumaczyć bez uprzedniego wyjaśnienia podstawowych pojęć, nawet odróżnić kontrakty CFD od futures bo takich mamy traderów że brakuje wiedzy na tak podstawowym poziomie. z tego powodu ja nie byłbym zwolennikiem proponowania tej grupie docelowej podejscia scalpingowego na początek, wynika to z kosztów transakcyjnych spreadu które na CFD na indeksy są relatywnie wysokie. czasami dochodzi swap który jest wymysłem i na rynku indeksowych futures czymś niespotykanym. scalping w takim wypadku oznacza dużą ilość zawieranych transakcji i automatycznie wypompowywanie kasy z rachunku pod postacią spreadu do brokera, gdzie na platformie handlowej może pisać, że trader nie poniósł kosztów prowizyjnych; co z tego jak zapłacił spread 2 punkty na daxie 🙂 na taśmie koszt 2 punkty na daxie w obie strony to chyba samobójstwo by było dla rachunku?

        z drugiej strony kontrakty futures które wiążą się z zakładaniem rachunków u brokerów w stanach rozliczanych w dolarach, koszty przelewów międzybankami etc. dlatego dla „mirka z forexu” handel na wysokich interwałach jest miejscem gdzie spokojnie może się sprawdzić pod kątem psychologii, dla takiego naspeedowanego dopaminą tradera niskie interwały są szaloną jazdą w niektórych wypadkach mało różniącą się od gry na ruletce w kasynie .tak wygladają realia.

      2. Koszty transakcyjne są takie same, bez względu na to, czy grasz intraday, czy przytrzymujesz pozycje dłużej. Prowizja (spread) jaki płacisz się nie zmienia. Owszem, zajmujesz więcej pozycji w ciągu dnia, jednak przekładając koszta na liczbę pozycji, różnicy nie będzie. Nie zapominajmy, że na początku powinniśmy dążyć do tego, aby zdobyć możliwie jak największą bazę (próbkę przeprowadzonych tradów), do tego, aby móc analizować postępy i wyciągać miarodajne wnioski. Dodatkowo, handlując intraday, nie ma swapów – naliczane są one jedynie dla pozycji utrzymywanych przez noc. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że handlując intraday, ponosimy mniejsze koszty.

        Dodatkowo, nie polecałbym osobom początkującym handel na realnym rachunku. Zacząć trzeba od konta demo, czy symulatora. Można korygować nasze pozycje o potencjalne prowizje, tak aby mieć pełny wgląd na zyskowność naszych strategii. Zacząć od symulatora, niski interwał i w momencie, gdy obiektywne obserwacje pozwolą nam określić to, czy nasza strategia jest zyskowna (po uwzględnieniu kosztów), wówczas można przejść na rachunek live.

        Owszem, na wysokim interwale możesz się sprawdzić pod kontem psychologii. Wyrobić w sobie nawyk trzymania zyskownych pozycji i ucinania strat. Jednak postępy jakie będziesz czynił na płaszczyźnie budowania zyskownej strategii, będą znacznie wolniejsze niż w przypadku handlu na niskich interwałach.

        Zdaję sobie sprawę z faktu, że na naszym rynku większość korzysta z CFD. Mam jednak nadzieję, że publikowane przeze mnie wpisy, pozwolą przybliżyć jak największej liczbie ludzi rynek regulowany. Dlatego też większość wpisów odnosi się do kontraktów futures właśnie.

  2. Moim zdaniem nie można zapominać o szerszym kontekście (m.in. Reguła Volckera czy polityka banków centralnych ZIRP/NIRP oraz wzrost roli pasywnych ETFów w dużym stopniu przekładające się na niekończące się ATHs i relatywnie niską zmienność – patrz VIX dla ES, TYVIX dla ZN czy nawet EUVIX dla 6E). Mineły czasy kiedy „na otwarciu” danego rynku wystarczyło zająć pozycję w danym kierunku, ewentualnie do niej dodać w trakcie sesji, a zamknąć ją przez końcem dnia. Dni o podwójnej czy potrójnej (sic!) dystrybucji niestety nie są częste, przynajmniej dla najbardziej popularnych produktów.

    Poza tym uważam, że skalping często błędnie jest utożsamiany z próbą „łapania” pojedyńczych ticków… W mojej ocenie np. 4 punktowy (16 tickowy) ruch VAL-VAH intraday (ES) nadal może być klasyfikowny jako skalp.

    Swoją drogą patrząc na wczorajszy wolumen na ES: obrót 1.047 tys. kontraktów vs. zmiana Open Interest in-plus o 20 tys. kontraktów. Inaczej mówiąc mniej niż 2% dziennego obrotu to pozycje zawarte , a nie zamknięte w trakcie wczorajszej sesji czyli intraday. Statystyka dość uniwersalna. 🙂

    1. Dużo masz racji z tym błędnym odbiorem tego czym jest skalping. Fakt, że ktoś rozgrywa swoje pozycje na niskich interwałach, czy w oparciu o arkusz, wcale nie znaczy, że będzie grał o jednego czy dwa ticki. Oczywiście, dużo zależy od instrumentu na jakim się handluje, jednak bardzo mało mówi się o tym, że order book może być wykorzystywany do wybrania najbardziej optymalnego wejścia bo większe ruchy kreowane intraday. Nie zawsze to musi być kilka ticków. Jeżeli strategia zakłada wejście w danej strefie czy w okolicach konkretnego poziomu, przy odpowiednich warunkach, to właśnie arkusz i taśma pozwalają nam określić, czy te warunki są faktycznie optymalne. Dzięki czemu potencjalny R:R staje się jeszcze bardziej korzystny.

      Właśnie ostatnio zastanawiałem się jak interpretować Open Interest. Z jednej strony można podchodzić do tego tak jak napisałeś, czyli porównywać zmiany w OI w odniesieniu do ogólnego obrotu i na tej podstawie wyciągać wnioski. Z drugiej jednak strony, może to być obarczone błędem. Pozycji zawartych w trakcie sesji i utrzymanych overnight, może być znacznie więcej. Sporo zależy od tego ile pozycji w trakcie sesji zostało zamkniętych. Mowa oczywiście o pozycjach z sesji poprzednich, które nie zostały ponowione. Dlatego też sam do końca nie wiem, jak interpretować zmiany na tej płaszczyźnie.

      1. Pełna zgoda, zmiana ON jest de facto zmianą netto w danym dniu więc nie oddaje pełnego obrazu sytuacji w ramach tego, o czym była mowa powyżej. Szukałem mierzalnej wartości na poparcie tezy, że gros obrotu następuje w ramach jednej sesji. 🙂

  3. >> Podsumowując, to w jaki sposób „wyszumi” się cena na niższy interwałach, ma niebagatelny wpływ na to, co zaobserwujemy ostatecznie na „de jedynkach”. <<

    Idealna puenta. Fakt, że np. "formacja podwójnego dna" 😉 zadziałała wynika z faktu, że podaż na danym poziomie cenowym została w pełni zaabsorbowana, a następnie kupujący przejęli inicjatywę itp. Prawdopodobnie zawsze będziemy wracali do zasadniczego pytania o mechanizm działania rynku, a w tym miejscu "Mirki" mogą mieć kłopot…

    1. Przecież tak na prawdę, cena widzi linie S/R i się sama od nich odbija 😉 Swoją drogą nie można mieć pretensji do znacznej większości osób, które nie do końca rozumieją mechanizmy jakie stoją za danym ruchem. Pomijając fundamentalne czynniki, na samym końcu i tak ktoś musi przejąć inicjatywę i kupować lub sprzedawać po cenie rynkowej. Problem w tym, że granie na platformach CFD, to trochę jak chodzenie do buka i obstawianie wyników wydarzeń sportowych. Niby radość z wygrania przy trafnym typie może być ogromna, jednak to wciąż tylko obstawianie, a nie uczestniczenie w tym wydarzeniu. Wykorzystując sam wykres i nie zagłębiając się w podstawowe mechanizmy, siłą rzeczy nabierzemy przekonania, że to różne indykatory czy linie na wykresie działają. Właśnie dlatego warto jest zaczynać od „skalpingu” na order booku. Lekcja jaką się wówczas odbierze jest bezcenna 🙂

Leave a Reply